Jak zrobić zdjęcie na Wigilii
Artur Nyk
Zbliżają się Święta, a to czas gdy każdy szanujący się fotoamator będzie chciał zabłysnąć przed rodziną i przyjaciółmi. Ale jak to zrobić, by wykorzystać dobrze nasz kupiony często za spore pieniądze sprzęt i zrobić zdjęcia, które będą zachwycać?
No więc po kolei. Jest Wigilia, cała rodzina siedzi przy stole, palą się świece, w rogu pokoju błyszczą się światełka na choince. Atmosfera ciepła i radości. Bierzemy do ręki aparat, włączamy go i robimy zdjęcie. Błysk lampy i już oglądamy na wyświetlaczu nasze dzieło.
I co mamy? Na pierwszym planie ciocia Hela ma twarz jasna jak księżyc w pełni, a dziadka Stefana, który siedzi na końcu stołu ledwo widać. Zniknęły gdzieś płomienie świec, choinka wygląda jakoś smętnie, a nasz pokój jest ciemny! Co się stało. przecież pali się tyle świec i lampek?
Musimy się teraz zastanowić jak to wszystko działa.
Jak to działa?
Zacznijmy od tego jak działa nasz wzrok. Okazuje się , że całkiem podobnie jak aparat. Mamy "matrycę". która rejestruje obraz, czyli nasz mózg. Mamy "obiektyw" (nawet dwa!), czyli nasze oko i co nas teraz najbardziej interesuje "przysłonę", czyli źrenicę.
Zasada działania jest bardzo podobna. Kiedy jesteśmy na plaży w jasny słoneczny dzień, do naszego oka dociera bardzo dużo światła. Aby uniknąć "prześwietlenia" nasza źrenica zamyka się. Natomiast wieczorem, gdy siedzimy w domu źrenica otwiera się całkowicie by złapać maksymalnią ilość światła. W każdej z tych sytuacji widzimy dobrze. Ale czy aparat mający przysłonę reagującą podobnie jak nasza źrenica, działa podobnie? Otóż nie!
Nasz mózg posiada bowiem jeszcze jedną ciekawą funkcję. Potrafi inteligentnie przystosować się do zastanych warunków. Prawdę mówiąc, z punktu widzenia naszego aparatu to trochę nas oszukuje i mówi nam, że jest dosyć jasno. Wykorzystuje naszą pamięć jak wygląda nasz pokój w ciągu dnia. Dlatego obrus wydaje się nam nadal biały, choć w rzeczywistości, światło świec lub żarówek sprawia, że ma kolor żółty. Aparat nie pamięta tych wszystkich rzeczy. Dla niego punktem odniesienia są parametry, które nadał mu producent. A te w przypadku zwykłych programów mają odniesienie do dobrych warunków oświetlenia w ciągu dnia.
Pomiar światła
Wroćmy teraz do zdjęcia, ktore przed chwilą zrobiliśmy. Jeżeli korzystamy z normalnego programu automatyki, oznaczonego najczęściej literą P, lub programów półautomatycznych S lub A (czyli wstępnego nastawienia przez fotografa czasu otwarcia migawki lub wartości przysłony), aparat "widząc", że jest mało światła, włącza lampę błyskową. Następuje błysk światła, a w tym czasie układ pomiarowy aparatu mierzy ilość światła, które odbija się od osób, przedmiotów i ścian. Jeśli tak jak w naszym przypadku ciocia Hela siedzi na pierwszym planie, a co gorsza założyła białą bluzkę, to odbija dużą część światła z lampy błyskowej. Układ pomiarowy aparatu uznaje więc, że obiekt jest bardzo jasny i można zakończyć już naświetlanie zdjęcia. Niestety dziadek Stefan, który wciąż siedzi na końcu stołu w swoim ciemnym garniturze jest zbyt daleko by odbić tyle światła co ciocia Hela. Na dodatek dochodzi tu problem z prawami fizyki. Nie lubie fizyki, więc nie będziemy się tym bliżej zajmować. Wystarczy nam wiedzieć, że nawet jeśli dziadek Stefan zdejmie marynarkę to i tak od jego białej koszuli odbije się mniej światła właśnie dlatego, że siedzi dalej.
To się nikomu nie podobało i konstruktorzy aparatów postanowili zbudować układ pomiarowy, który będzie uwzględniał kto gdzie siedzi i jak jest ubrany.
Skonstruowali układ, który mierzy światło w sposób matrycowy. Wygląda to tak, że kadr zdjęcia jest dzielony na kilka lub kilkanaście stref (czasem nawet jeszcze więcej) i w każdej z nich robiony jest osobny pomiar, a następnie według skomplikowanych procedur obliczane są prawidłowe parametry naświetlenia.
Nawet jednak to często nie wystarcza.
Co więc możemy zrobić by oddać klimat tego wyjątkowego wieczoru?
Ustawienia aparatu
Po pierwsze sprawdzamy jaką mamy ustawioną czułość w aparacie. Większość z nich pozwala na ustawić czułość 400 ISO, a nawet 800 ISO czy 1600 ISO. Mając ustawioną wysoką czułość matrycy aparat zarejestruje większą ilość światła zastanego przy tym samym czasie naświetlania. Po drugie sprawdzamy czy nasz aparat ma program oznaczony jako portret nocny czy też portret o zmierzchu. Jeśli tak to mamy ułatwione zadanie. Taki program działa już całkiem mądrze. Aparat włączy długi czas naświetlania by zarejestrować światło świec i do tego błyśnie delikatnie lampą aby naświetlić prawidłowo ludzi. Wystarczy ustawić aparat na statywie lub po prostu na półce i włączyć samowyzwalacz Zredukuje to drgania aparatu i poprawi przez to ostrość zdjęcia.
A co w przypadku gdy nie mamy takiego programu? Nie ma problemu. Nawet w najprostszym sprzęcie można wyłączyć lampe błyskową. Zmusimy wtedy aparat aby wydłużył czas naświetlania. Jeszcze lepiej jeśli znajdziemy możliwość korekcji lampy. Ustawiamy wtedy ją na np. -2. Powinno to zmusić aparat do dłuższego, a błysk lampy będzie tylko doświetlał postacie.
Na koniec ważna uwaga. Warto poprosić ciocię Hela i resztę rodziny by zbytnio się nie ruszali w trakcie robienia zdjęcia. Warto też poeksperymentować i zobaczyć co się stanie gdy właśnie wszyscy się ruszają, a my użyjemy długiego czasy naświetlania i błyśniemy lampą.
Podsumowując to czego potrzebujemy to długi czas naświetlania by na zdjęciu wyszły świece i słaby błysk lampy by naświetlić naszą rodzinę.
I najważniejsza uwaga. Warto wcześniej poćwiczyć taki sposób fotografowania i poznać dokładnie swój aparat. Potem będziemy już mogli spokojnie wystąpić w roli eksperta od zdjęć wigilijnych.
Artur Nyk